… Leje jak z cebra, jest zdecydowanie za wcześnie, jest zdecydowanie za ciemno i za zimno. Drepczę w przemokniętych butach wychwalaną przez krytykę kulinarną ulicą Krupniczą. Nie przecieram okularów, bo bawi mnie, jak duże krople zniekształcają wyraźny obraz. Wstępuję do Tektury po dzienną dawkę mojego narkotyku. Rzucam delikatnie za głośne „cześć”, chyba żeby się swoim głosem obudzić, zamawiam podwójne espresso. Chwilę później przysiadam na drewnianym zydelku i przeglądam walające się bezładnie naokoło gazety, przełykając gorzko kwaśny napój. Po dość hipsterskim epizodzie i osuszeniu okularów wypadam z powrotem na ulicę, dzisiaj w lewo Wenecją… a potem w prawo, bez muzyki, słuchając miasta…

… Pamiętam, jak mając 5 lat, patrzyłam na świat przez różowe okulary, a największą krzywdą było sprzątanie pokoju. Potem przez ciemne, to było w gimnazjum – zamykałam się od świata i szkicowałam kolejne postaci w pracowni taty. Cała masa takich par, wynoszonych, porysowanych, wyrzuconych w kąt. Z perspektywy zdecydowanego na swój fach osobnika codziennie łapię się na tym, że patrzę na świat przez graficzne okulary. Przechodząc koło słupów plakatowych analizuję formy i kompozycje. (D)ocieniam pomysły, krytykuję rozdzielczości. Przeglądając gazetę na szybko, sprawdzam, która reklama złapie mój wzrok, gdzie zastosowali kompozycję z PRL-u, wyszukuję główne motywy, sprawdzam paginację. Rzadko zaczytuję się w treści, często podglądam formatowanie tekstu i sposób wyszczególnienia nagłówków. Przemyśliwuję techniki i łącze je z bieżącymi zamówieniami. Wysysam, przerabiam w głowie, tworzę i łączę.

Zauważam, że mój zawód/pasja, zniekształca moje widzenie świata, może ogranicza… A jakby można było wymieniać się okularami, jakby można było popatrzeć na grafikę oczami architekta? Po prostu zmienić filtrowanie. Jak to by nas ubogaciło! Czy filmowiec patrzy „filmowcowo”, rozkłada na części pierwsze każdą minutę ujęcie i dialog? Jak się przeżywa świat bez okularów i czy jest to w ogóle możliwe?

Od jakiegoś czasu zwracam na to uwagę, rozmawiając z Wami, prywatnie. Albo zawodowo.

Słucham, jak fotografowie opowiadają o podróży pociągiem, podczas której zachwycają się niesamowitym światłem, który pada na przeciwległy rząd foteli. Jaki kolor miało zachodzące słońce i jaki kadr zobaczyli, przechodząc ostatnio Kazimierzem. Architekt przystaje na moment na spacerze, bo nie widział jeszcze danej formy. Rzeźbiarz docenia kształt fali na Wiśle, albo „charakterność” twarzy śpiącego w kącie Placu Nowego menela, przykrytego kawałkiem tektury.

My z Bartkiem, planując layout nowych stron internetowych, spinamy się co chwilę o konstrukcję kodu. Bartek drapie się wtedy po kosmatej brodzie i milczy. On widzi na stronach kawałki kodu – ja kawałki formy. Rozrysowujemy naście rysunków, próbując przekazać, co widzimy przez nasze filtry.

Nie sądzę, że można założyć czyjeś okulary. Jednak wydaje mi się, że zwłaszcza z perspektywy projektanta graficznego, nie wolno zapomnieć nam o pewnym dystansie i poszukiwaniu. Poszukiwać inspiracji można, i nawet należy, szukać w zupełnie innych sferach naszego życia. Nie w grafice, a może w sztuce, w architekturze, w przyrodzie, w filmie. Tu się zaczyna prawdziwe bogactwo inspiracji. Jeśli pozwolimy sobie popatrzeć jeszcze dalej… W naszej pracy musimy cały czas próbować wydostać się z otoczki zasad, reguł, składów, zmieniać perspektywę, bo nie ma jednego prawidłowego patrzenia.